Co powinniśmy wiedzieć planując budżet domowy? Piszą o tym: Karol Wilczko, Mikołaj Fidziński, Damian Rosiński, Jacek Kasperczyk, Marcin Zienkiewicz
Karol Wilczko
Współzałożyciel pierwszej w Polsce porównywarki finansowej Comperia.pl. Lubi pisać o finansach osobistych i produktach bankowych. Z rynkiem finansowym związany od ponad 11 lat (wliczając w to studia w Szkole Głównej Handlowej). Codziennie dochodzi do nas mnóstwo informacji finansowych, które w sposób pośredni lub bezpośredni dotyczą naszych domowych budżetów. Jak się odnaleźć w gąszczu tych wiadomości? Które wydarzenia mają znaczenie dla naszych portfeli, a które są mniej istotne? Na co zwracać uwagę kupując produkty finansowe, czy ubezpieczeniowe? O tym wszystkim na naszym „comperiowym” blogu. Wszelkie komentarze do opisywanych przez nas tematów mile widziane.
RSS


Blog > Komentarze do wpisu
Pokręcony słownik bankowej polszczyzny
„Polisolokata”, „parabank”, „nie-banki w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym” - czy robimy szkodę określeniom, które powinny być w świecie finansów świętością, a Polakom wodę z mózgu?

Banki i inne instytucje, doradcy, eksperci, dziennikarze i szereg innych osób powiązanych z sektorem finansowym w Polsce mają w gruncie rzeczy niełatwe zadanie. Muszą tak wytłumaczyć meandry określonego produktu finansowego czy zjawiska, aby klient/czytelnik/odbiorca zrozumiał, o co w nim chodzi1. To może wymagać pewnych uproszczeń, nieszablonowych przykładów, kreatywności. Z drugiej strony, są ograniczeni pewną nomenklaturą, regulowaną nie tylko przyjętymi konwenansami, ale i prawem.

Często samo prawo w swojej zawiłości może wprowadzać w błąd. Bo jakże inaczej określić fakt, że po nowelizacji ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym w 2013 r., pod jego ochroną pojawiły się Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe. Czyli instytucje, które absolutnie bankami nie są, podlegają pod inną ustawę, mają zupełnie inną formę itp., zostały wciągnięte pod ochronę bytu, który w nazwie ma „bankowy”. Abstrahuję od oceny słuszności tego kroku - to nie temat na dyskusję w tym momencie. Chodzi mi natomiast o to, że tworzy się totalny miszmasz znaczeniowy. Jak klient ma wiedzieć, czy idzie do banku czy SKOK-u, jak ma oceniać bezpieczeństwo zdeponowanych tu i tu środków, skoro w obu miejscach wiszą tabliczki o ochronie BANKOWEGO Funduszu Gwarancyjnego? Nie chcę zabrzmieć śmiesznie, ale dużo więcej mówiłaby nazwa „Fundusz Gwarancyjny Banków i SKOK-ów” albo „Bankowo-Kasowy Fundusz Gwarancyjny”. Teraz niestety SKOK-ów od banków nie rozróżnia się nawet we wiodących mediach.

Osobiście mierzi mnie także określenie „parabank”, przynajmniej nadużywane, stosowane bez refleksji. Jednocześnie przyznaję, że kiedyś sam szafowałem tym określeniem, czego żałuję. O tym, że określenie „parabank” jest wstrętnym wytrychem bez absolutnie żadnego znaczenia już pisałem, więc nie będę się powtarzał. Wiele z tych instytucji określanych mianem „parabanków”, (czyli „prawie banków”, bytów, którym powinno być do specyfiki banków blisko) ma tyle wspólnego z bankami co Austria z Australią. Firmy pożyczkowe wręcz odżegnują się od jakiegokolwiek podobieństwa do banków, o podszywaniu się pod nie już nie wspominając. Na dobrą sprawę najbardziej zbliżoną działalność do bankowej prowadzą SKOK-i, ale o nich jeszcze nigdy nie czytałem w kontekście „parabanków”. Czym jest „bank” - mówi ustawa Prawo Bankowe, oraz tony „pobocznych” dokumentów prawnych. Czym jest „parabank” - nie wiadomo. Równie dobrze można by sarny nazywać „paradrzewami” - bo też występują w lesie.

Ale w zasadzie przyczynkiem do tego wpisu była „polisolokata”. To przykład określenia, któremu na przełomie ostatnich kilku lat doprawiono bandycką gębę. Trochę niesłusznie - moim zdaniem. Zanim zaczną Państwo we mnie cisnąć gromami, proszę dać mi się wytłumaczyć. Jeszcze w 2011-2012 r. mianem „polisolokat” nazywano po prostu standardowe lokaty bankowe w opakowaniu ubezpieczenia na życie i dożycie, oferowane na spółkę przez bank i towarzystwo ubezpieczeniowe. Była jednorazowa wpłata kapitału, z góry wiadome oprocentowanie, brak bolesnych konsekwencji zerwania umowy - słowem, tak jak standardowa lokata, tylko trochę inaczej. Co prawda polisolokaty nie podlegały BFG a nieco gorszym gwarancjom Ubezpieczeniowego Funduszowi Gwarancyjnemu, ale uznawane były za bezpieczne. Co więcej, z racji omijania podatku od zysków kapitałowych stanowiły ciekawą alternatywę dla bankowych ciułaczy, szczególnie po likwidacji w marcu 2012 r. antybelkowych lokat standardowych z dzienną kapitalizacją. Było pewnie. Choć nikt w żadnej ustawie nie powiedział, że na lokacie trzeba zarobić, to przez lata przyjęło się, że sformułowanie „lokata bankowa” jest synonimem bezpieczeństwa. A skoro „lokata”, to „polisolokata” też.

Nie wiem kto pierwszy - doradcy bankowi, klienci czy dziennikarze - nadali polisolokatom nowe znaczenie. Strzelam na tych pierwszych. Określenie „polisolokata” stało się synonimem dla polis inwestycyjnych czy polis z funduszem kapitałowym. Czyli produktów wymuszających na klientach regularne wpłaty przez kilka czy kilkanaście lat, inwestujących środki w nie zawsze bezpieczne fundusze, narzucające spore opłaty za zarządzanie i horrendalne za rezygnację. Dziś trudno spotkać publikacje, w których słowo „polisolokata” będzie przedstawiane w innym kontekście. Rykoszetem oberwały za ten zgiełk także standardowe lokaty, dotąd symbol bezpiecznego i pewnego zysku.

Reasumując, dla potrzeb prostoty przekazu Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe podlegają gwarancjom BANKOWYM, parabankiem jest w zasadzie wszystko co nie jest bankiem, a polisolokaty nabrały zupełnie nowego znaczenia. Jest, oczywiście, więcej takich ciekawostek - np. kredyty ponoć namiętnie udzielane przez firmy pozabankowe (przypominam - zgodnie z Prawem Bankowym udzielanie kredytów to WYŁĄCZNIE domena banków). Czy takie zabiegi służą pogłębianiu wiedzy finansowej Polaków? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom.


1 Oczywiście, na marginesie pozostaje pytanie czy w danych okolicznościach pożądaną rzeczą jest, aby konsument był ze wszystkimi kwestiami za pan brat. Bo, nie ma co ukrywać, często wręcz im mniej rozumie i im mniej pytań zadaje, tym lepiej dla bankowca.

wtorek, 13 stycznia 2015, fidzinski

Polecane wpisy

  • W hipotekach taniej już nie będzie

    Jak wynika z danych Comperia Analytics, dzisiaj średnio pierwsza rata kredytu hipotecznego na 30 lat na 300 tys. zł (wartość nieruchomości – 375 tys. zł)

  • Najlepsze lokaty na 2 miesiące

    Jak wynika z danych Comperia Analytics, obecnie najlepsze lokaty 2-miesięcznie oferują Deutsche Bank, Meritum Bank i FM Bank PBP. Oprocentowanie lokat dalej nie

  • Najlepsze pożyczki gotówkowe - czerwiec 2015

    Jak wynika z danych narzędzia analitycznego Comperia Analytics, obecnie najlepsze pożyczki gotówkowe można dostać m.in. w Alior Banku, T-Mobile Usługi Bankowe (

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: